artykuł z roku 1998 AD


"Czym jest dom?
Jest nim techniczny-tronik, label starożytnych świadków krainy Mu Mu (The Justified
Ancients Of Mu Mu) lub miejsce, w którym mieszkasz. Dla mnie domem są (...) pionierzy
hipnotycznego gwintowania, Brajan, mandarynkowy sen, elektrownia, tonacja depeche oraz
żółta czarodziejska orkiestra" (w oryginale brzmi to: "What is
House? Technotronic, KLF or something you live in. To Me House is Phuture Pierre Fingers
Adonis etc The Pioneers of the Hypnotic Groove, Brian Eno, Tangerine Dream, Kraftwerk,
Depeche Mode and The Yellow Magic Orchestra") - takim oto manifestem zaczyna
się debiutancki album "Frequencies" projektu LFO. Wygłoszony przez
cybernetyczny głos w takt transowych dźwięków, trafnie precyzuje źródła, z których
twórcy LFO: Mark Bell i Gez Varley czerpali inspiracje przy nagrywaniu
materiału na tą płytę. Nowatorskie zsynchronizowanie w mechaniczno-metalicznej
estetyce świeżych dźwięków awangardowego house'u z klasycznymi, których
pomysłodawcami byli wyżej wymienieni wykonawcy, pozwoliło wygenerować dzieło
ponadczasowe. Wiele twórców już dziś zgodnie przyznaje że album ten to kamień milowy
dla progresywnej muzyki elektronicznej.
Taki status "Frequencies" spowodował, że muzyczne
pomysły Bella i Varley'a szybko zaczęły być rozschwytywane a oni sami otrzymali wiele
propozycji przearanżowania i przerobienia obcych utworów. Nie da się ukryć, że
dzięki LFO wiele singli i albumów remixowych wydanych w latach 90 brzmi o wiele
ciekawiej. Mistrzostwem LFO jest umiejętność przemixowania skrajnie różnych gatunkowo
utworów w taki sposób, że w gotowych LFO-mixach, całkiem nowych kompozycjach, wyczuwa
się "oryginalność drgań" i nietypowość nagrań, a jednocześnie słychać
podobieństwa, na podstawie których wiadomo, że autorami są właśnie oni.
Pomimo bardzo dobrego przyjęcia "częstotliwości" panów Bella i
Varley'a ich późniejsza współpraca nie przedstawiała się już tak
"miodziście". Niestety, poza remixowymi pracami - cudzymi i własnymi na
singlach promujących "Frequencies" oraz sesją nagraniową z jednym z
członków Kraftwerk - Karlem Bartosem, nie odnotowuje się już
rzeczywistych, wspólnych produkcji w duecie. Co prawda projekt LFO przypomniał się
jeszcze na rynku muzycznym nie jeden raz, to jednak kompozycje zaczęły być już
sygnowane przede wszystkim przez Marka. Po przerwie wydany zostaje "Tied Up",
który wiąże ich z Johnem Coxem ze Spring Hell Jack. W 1996r. LFO
odzywa się ponownie z propozycją drugiego albumu "Advance" (ang:
"odpowiedź"). Po solowych próbach w realizacji samodzielnych projektów, Bella
jako Fawn i Varley'a jako G-Man, praca przy tej płycie nie połączyła ich
zbyt trwale. W czasie jej nagrywania stale zaostrzał się konflikt w zespole, który
przejawił się tym, że z dwunastu nagrań aż dziesięć jest solowym popisem Marka, a
tylko dwa firmuje nazwisko Geza. Drastycznie różne spojrzenie na tworzoną muzykę
sprawiło iż drugi album pod wieloma względami odbiega od "Frequencies".
Płytę, przy dźwiękach znajomych z electric mainline remixu Spiritualizeda
ze wspomnianego "Tied Up", rozpoczyna również jak poprzednio
syntetyczny głos, który tym razem nie ma już tak dużo do powiedzenia - słyszymy
tylko: "Advance..., Advance..., ..." . Wszystko się jednak dopiero
zaczyna. Coraz głośniej rozbrzmiewają basy, a ich częstotliwość występowania
wspomagana jest umiarkowanym tempem narzucanym przez wibracyjne tąpnięcia. Efekt jest
piorunująco-powalający - wszystko wokoło drży i dzięki basowym wirtuozeriom, które
nie pojawiają się zresztą tylko tutaj (patrz: "Them"), całe pomieszczenie
odsłuchowe można bez trudu wprawić w drganie, nie bez znaczenia o niskiej
częstotliwości.
"Advance" jest z pewnością płytą dojrzalszą i
bogatszą w barwne dźwięki, już nie tak suche i żelazno-twarde. Wszystkie kompozycje
jakby płyną, co nie oznacza, że wszystkie są pozbawione agresywnego rytmu. Muzyka
oscyluje sinusoidalnie: miejscami chill-outowa, delikatna i piękna zamienia się nagle w
nerwową i industrialno-zgrzytliwą łupaninę. Ta ostatnia jest domeną Geza, który na
szczęście poskramiany zostaje mniej brutalnymi pomysłami Marka. Podejrzewam, że gdyby
Bell nie posiadał zdecydowanie większej aranżacyjnej pieczy nad całością, "Advance"
mogłaby brzmieć bardzej ubogo, żeby nie powiedzieć minimalistycznie.
Nie dziwi więc fakt, że pomimo pochwał dla nagranej
"odpowiedzi", sygnalizowane już od dawna odmienne koncepcje stylizacji muzyki,
definitywnie zwróciły ich przeciwko sobie. Gez wrócił do realizacji G-Mana i jeszcze w
tym samym roku pod skrzydłami Swim wydał płytkę "Kushtii"
i przedstawił na niej taneczne, modne techno-house'owe rytmy. Nie ukrywam, że poprzez
minimalizm produkcja ta nie stanie się moją ulubioną pozycją płytową. Zawiera ona
bowiem dwa utwory-mixy, które potrafią zamęczyć domowego odbiorcę beznadziejnie
monotonnym waleniem beatu. Co prawda na okładce możemy doczytać się w tabeli,
przypominającej tablicę tolerancji i pasowań w częściach maszyn *), wyodrębnione
suity, z których składają się te "kompozycje", to jednak brak przypisanych
czasów i niezmienny charakter utworów powoduje, iż w żaden sposób nie możemy
odróżnić od siebie poszczególnych, płytko-transowych partii. Brakuje tutaj
ambientowego tła i ciekawych, głębszych dodatków, które mogłyby uczynić tą
produkcje mniej tłuczkowatą, a bardziej rozbudowaną sonicznie. Oczywiście jest to jak
najbardziej subiektywna moja ocena, z którą nie każdy może się zgodzić.
Mark Bell natomiast nie poprzestał całkowicie identyfikować się z LFO i
póki co, między pracami realizowanymi jako Fawn firmuje "niskimi
częstotliwościami" mixy swojego autorstwa. Oprócz tego muzyczne idee Marka coraz
łatwiej można usłyszeć w środkach masowego przekazu. Przyczyniła się do tego jego
współpraca nad ostatnim dużym krążkiem Björk "Homogenic",
gdzie wprowadził on tam sporo wyczuwalnych drgań o dużym okresie **). Każdemu komu
podobają się nowe aranżacje zawarte na Homogenic'u, śmiało mogę polecić
produkcje LFO. Gdyby nie charakterystyczny głos Islandki z powodzeniem płytę tą
możnaby zaliczyć jako kolejną w dyskografii LFO.
Nie da się ukryć, że do początkowych sukcesów Bella i Varley'a
niezaprzeczalnie przyczynił się wydawca ich płyt i zarazem opiekun, który był w
stanie wypromować nietuzinkowe kompozycje. Warp czyli wypaczony,
wykrzywiony, bo o tą wytwórnie tu chodzi, od samego początku miał otwarte podejście
do muzycznych eksperymentów i niekonwencjonalnych brzmień. Trudno dziś nie wiedzieć
czym jest Warp. Nie mając na względzie tylko komercyjnych sukcesów, od 1991 roku label
ten nadal uchodzący jako alternatywny, zrzesza coraz większe grono sympatyków
dziwnych, mechaniczno-elektronicznych, tudzież ambientowych dźwięków. Dobry kolportaż
płyt, z których duża część trafia za ocean, unikalne, jedyne w swoim rodzaju
videoclipy itp. pomogły już wielu muzykom w promocji ich prac. Wśród nich znalazł
się również projekt LFO, który wywarł już spore piętno na dzisiejszej muzyce.
Dekonstrukcje muzyczne dla Art Of Noise ("Crusoe" na "The
Fon Mixes"), Depeche Mode ("Home" na bongu27), Björk
("Possibly Maybe" na "Telegramie"), Gus Gus ("Believe"
na drugim singlu) czy mniej znanego Immersiona to zaledwie ułamek ***) dobrej
roboty w kierunku teraźniejszych i na pewno przyszłych trendów w muzyce. Osobiście
jestem pewien że w następnym tysiącleciu nie jednym jeszcze zaskoczy nas Mark Bell i
Gez Varley.
gżehóó
*) - więcej informacji o tolerancjach i pasowaniach w
częściach maszyn znajdziesz w poradniku mechanika (tom II WNT) lub innej techniczej
literaturze
**) - wielkością odwrotną do częstotliwości f jest okres T. Im mniejsze jest zatem f
tym większe musi być T. Określa to zależność: f=1/T
***) - ułamek to iloraz dwóch liczb naturalnych zapisywanych jedna (licznik) nad drugą
(mianownik), odzielanych kreską lub zapisywanych bez kreski, odzielanych przecinkiem od
liczb całkowitych.
darek k, deckard, foitek, kali, kjur, lula, miniu, moro, poel, ummo, yot - za duchowe
wsparcie i zainteresowanie D.N.Cz. bije przed Wami pokłony ;-) |