powrót na główną strone musicy

 

artykuł z października 1997r.

maestria mixów

   W serii artykułów "maestria mixów" chcę zwracać uwagę na osoby, dzięki którym wydawane dzisiaj płyty-single są od strony muzycznej coraz bardziej ciekawe. Od czasu kiedy rock' and roll w coraz większym stopniu zagłuszany jest muzyką "ztechnologizowaną", produkcja singla, bedącego swego rodzaju reklamą, nie ma już teraz na celu promocji tylko tytułowego wykonawcy. Zachęcając odbiorcę do kupna jego longplay'u, daje również możliwość zaprezentowania się twórcom mniej znanym, chcącym jednak pozostać w cieniu.

   Wszystko zaczęło się chyba od powstania maxisingli. Do pierwszych na pewno należy zaliczyć depechowskie bongi, które pokazały, że zawartość singla nie musi sprowadzać się do jednej piosenki w dwóch, trzech wersjach typu "extended" czy "instrumental" i jakiegoś "kawałka live". Utarło się bowiem przekonanie, że singiel jest tylko 10-15 minutową płytą, po wysłuchaniu której nie da sie w żaden sposób odróżnić nagrania k-tego od n-tego, zarówno w warstwie tekstowej jak i muzycznej. Teraz, te małe płytki coraz częściej grają 40-50 minut, a odnosi się to do tytułów opatrzonych etykietą "... remixes". W miarę możliwości finansowania promocji danego wykonawcy wydaje się na rynek po dwa, trzy jego single z tym samym tytułem (pierwsze z takim pomysłem wystartowało MUTE, eksperymentując na Depeche Mode). Przeważnie zawartość pierwszego jest tradycyjna (opisana wyżej), chociaż zdarza się, że zawiera on unikalne utwory, które nie ukazują się na dużych krążkach. Na pozostałych zaś edycjach mieszczą się wszelkiego rodzaju mixy: od totalnie przearanżowanych (nawet tekstowo) do mniej już twórczych club-wersji, w których oryginalna warstwa muzyczna zamieniana jest całkowicie na transowo-clubowy beat typu ??? bpm (beats per minute), wzbogacany od czasu do czasu strzępami refrenu i zwrotek. Malkontentny "przeciwnik singla" może owe przerabianie uznać jako plagiat i oznakę zaniku pomysłów na nowe utwory. Lecz zwolennicy mówią: "Miksując własne nagranie, chcemy się przekonać jak brzmiało by ono w wielu różnych stylach. W tym celu współpracujemy z rozmaitymi muzykami." (Portishead). Chodzi tutaj o ludzi, których nazwiska nie pojawiają się na pierwszych stronach gazet. Pracując dla gwiazdorów tworzą własny styl i marke w określonych środowiskach, wchodzą w różnego rodzaju kooperacje produkcyjne, w rezultacie czego zaczynają mieć wpływ na dzisiejszą muzykę, wytyczają jej nowe kierunki. To właśnie ich sylwetki bedą przedstawiane w tej serii artykułów, znajdziecie tutaj historie działalności, ich własne produkcje i projekty muzyczne.

g.k.

 

Jak na razie prawa do powyższego tekstu otrzymał Megazine
Skopiowanie tego tekstu w większych fragmentach do innych publikacji,
bez uprzedniego powiadomienia nie bedzie etyczne
w stosunku do autora gjekon@poczta.onet.pl