artykuł z czerwca 1997r.

Wszystko i nic o muzyce
"Muzyka - dziedzina
sztuki, która operuje dźwiękiem, jako środkiem do wyrażania uczuć. Zasadniczemi
trzema składnikami muzyki są rytm (...), melodia (...), harmonja (...)"
* - tak oto zredagowano w latach miedzywojennych pojęcie muzyki. Po niespełna wieku
fundamenty tej definicji nie zmieniły i prawdopodobnie nie zmienią się.
Tworzona współcześnie muzyka, często dziwna, wydająca się nie mieć
harmonii, jest zwierciadłem świata zdominowanego przez technikę i postęp
cywilizacyjny. Stąd też dźwięk płynący z instrumentów nie wymagających ~220V,
coraz częściej generowany jest dziś dzięki elektronice: syntezatorom, samplom. Dają
one możliwość odkrywania nowych dźwięków, które są w stanie wprawić nas niekiedy
w niespotykane stany (zastrzegam, że bez konieczności używania drugów). Dotyczy to
przede wszystkim utworów nie posiadających słów, bo te w coraz mniejszym stopniu
zdolne są opisać nowe emocje i przekazać odkrywane nastroje - język ludzki wydaje sie
być wtedy tak ubogi (a to zauważył już Beethoven, mający do dyspozycji tylko
instrumenty klasyczne)! Jednym z pionierów elektronicznego podejścia do muzyki był
niemiecki Kraftwerk, ale dopiero tacy ludzie jak Jean Michel Jarre nadali jej głebszy
wyraz: zbiór trudno klasyfikujących się prostych dźwieków prymitywnie
usystematyzowanych (patrz Kraftwerk "Autobahn", Tangerine Dream
"Zeit") przeistaczał się w płynące muzyczne pejzaże (patrz J.
M. Jarre "Oxygene", Future Sound Of London "Lifeforms").
Bądź co bądź, słowa w muzyce nadal pełnią znaczącą role. I tak, gdy
zaczniemy porównywać tematykę utworów tworzonych przed wojną (patrz Szczepcio i
Tońcio, Ordonka, Zula Pogorzelska), czy nawet tuż po wojnie (patrz
Mieczysław Fogg) z dzisiejszymi tekstami, okaże się, że coraz śmielej
wyrażane są emocje i uczucia. Obok opiewanej od lat miłości słowa piosenek dają
świadectwo współczesnych czasów. Muzyka staje się narzędziem w rękach zbuntowanych
młodych ludzi, którzy dzięki niej obnażają brutalną prawdę. Utwory mówią o
nietolerancji, nienawiści, obojętności i okrucieństwie. Oczywiście mając do
dyspozycji środki masowego przekazu, nie jest się w stanie poprzeć tej tezy. Massmedia
promują bowiem w większości muzykę łatwą, lekką i przyjemną - tzw. komercje.
Jednakże wraz z rozwojem muzyki popularnej i podejmowanych przez nią często banalnych
problemów, stale rośnie (na zasadach równowagi w przyrodzie) jej przeciwwaga -
alternatywa.
Nie zawsze korzysta się w niej z przytoczonych zasadniczych składników
muzyki: rytmu (patrz ambient The Orb), melodii (patrz rapo-podobny
Cypress Hill), harmonii (patrz współczesna muzyka poważna, której
przedstawicielem jest np. Penderecki). Nie dziwi więc fakt, że pozbawiona nieraz
stereotypów, muzyka alternatywna nie trafia do wszystkich, a wrecz może być odbierana
przez niektórych jako zdegenerowana. Ta czysta niekomercyjność okazuje się być jednak
motorem napędowym muzyki pojawiającej się w radiu i telewizji. Wiele pomysłów -
motywów (sampli), pieczołowicie wyłuskiwanych w niezależnych studiach, jest z
powodzeniem wykorzystywanych przez pop-wykonawców. Śmiem wręcz twierdzić, że elementy
muzyki alternatywnej danego okresu tworzą podwaliny przyszłych trendów muzyki
komercyjnej (bo któż by przypuszczał w erze breakdance'u, powstającego ulicznego rapu,
że zaczynająca wówczas swą karierę Madonna zaśpiewa kiedyś utwór typu "Vogue").
Oczywiście "alternatywne" nie oznacza "niekomercyjne". Dzięki
takiemu właśnie ewoluowaniu muzyki: akceptacji i docenianiu alternatywy, takie formacje
jak Nirvana, Rage Against The Machine, czy bliższy elektronice Depeche
Mode wybiły się i stały komercyjne.
Moim celem nie jest nakłonienie każdego do słuchania muzyki alternatywnej.
Chciałbym tylko nakreślić niektórym możliwość innego spojrzenia na muzykę i
stworzyć opcję wyboru, bo niestety coraz bardziej zalewani jesteśmy komercyjnym
chłamem i - o zgrozo - coraz trudniej dostrzega się w tej materii coś wartościowego.
Wzrastające znaczenie niektórych mediów (patrz Polsat: Disco polo, Viva: cheap
techno) powoduje coraz mniejszą zdolność i chęć poznawania muzyki. Mój apel
kieruję do wszystkich, których muzyka interesuje w zaawansowanym stopniu. Można bowiem
traktować ją różnie. Dla każdego z nas pełni ona jakąś rolę. Dla jednych jest
tylko źródłem zabawy, dla drugich łatwym tematem nawiązywania znajomości, dla innych
jeszcze czymś w rodzaju przerywnika w nadawaniu wiadomości radiowych. Ja również mogę
pobawić się przy muzyce Scootera, Spice Girls czy 'N Sync,
jednakże podkreślę, że toleruje ją tylko w ramach zabawy. Nie niesie ona żadnych
poważniejszych treści, nie jest oryginalna i szybko sie starzeje, bo czy zaimponuje nam
dzisiaj ktoś, kto będzie obnosił się z tym, że słucha New Kids On The Block,
Mc Hammera czy Milli Vanilli ? Wszyscy oni brzmią co najmniej śmiesznie i
prawie każdy o nich zapomniał. Odkrywajmy coś subtelniejszego, ponadczasowego,
nieszablonowego: któż z nas nie ma sentymentu do "I Can't Dance" Genesis,
"One" U2, "Another Brick In The Wall" Pink
Floyd ? Przytoczone grupy są jednak tylko szczytem góry lodowej, która kryje w
sobie dużo o wiele ciekawszych propozycji - wszystkie czekają na nas. Tak więc przy
kupnie kolejnej składanki Viva Hits (w której znajdą się takie znakomitości
jak Squeezer, Mr President, Blümchen) lub kasety (o zgrozo płyty) Dj
Bobo, Dr Albana, Scanera, etc., zastanówmy się: czy to wszystko, na co
nas stać, czy po kilku latach muzyka ta będzie znaczyła dla nas tyle samo co dziś. Nie
akceptujmy wszystkiego, co otrzymujemy na tacy w postaci tanio-komercyjnej papki, szukajmy
prawdziwej muzyki, która pobudzi naszą wyobraźnie, rozwijajmy się i niech słowa
renesansowego twórcy, Williama Shakespeare'a, przekonają Was, że warto:
"Ktoś, kto muzyki w samym sobie
nie ma,
Kogo nie wzrusza słodycz zgodnych dźwięków,
To człowiek zdolny do zdrad, spisków, gwałtu;
Jego wewnętrzne porywy są mroczne
Jak noc, bezdenne jak ciemności Erebu.
Takiemu nigdy nie ufaj. Słuchajmy !" **
g.koń
* cytat z przedruku Encyklopedii Powszechnej
Wydawnictwa Gutenberga
** William Shakespeare "Kupiec wenecki" (tłum. S. Barańczak) |